Nie ulega wątpliwości, że jedną z największych przyjemności w życiu człowieka jest seks. Jeśli jest on na dobrym poziomie i z odpowiednią częstotliwością , czujemy się spełnieni i promieniejemy szczęściem. Ponadto dobry seks, sprawia, iż pozbywamy się wielu dolegliwości takich jak bóle głowy (tak drogie Panie, koniec z wymówkami) czy depresja. Dzięki niemu szef już nie jest w stanie nas tak łatwo zdenerwować a nawet wolniej się starzejemy. To, oprócz specyficznej bliskości między kochankami niewątpliwe jego zalety. Jednak mimo tego, iż spora część z nas dobrze zna zalety seksu, ciągle można zauważyć rumieniec zawstydzenia, gdy rozmawiamy o nim w szerszym towarzystwie. Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest wiele od wychowania do uwarunkowań kulturowych. Wielu z nas, seks kojarzy się z czymś bezwstydnym a nawet grzechem. Od dziecka o tym słyszymy, od dziecka spotykamy się z tym wstydem – w domu, szkole czy kościele. Seks, kojarzy się najczęściej nie tyle z przyjemnością a prokreacją. Wstydzimy się czegoś, co przynosi nam, jak już wcześniej zostało wspominane, radość i zdrowie. Ale czy tak musi być? Czy aby na pewno jest to dobry kierunek, tym bardziej jeśli chodzi o relacje partnerskie? Odpowiedź na oba pytania brzmi – nie. Poczucie wstydu blokuje w nas prawdziwą radość jaką możemy wynieść z tego jak przyjemnego aktu. Brak rozmowy między partnerami o tym co nam sprawia radość w łóżku, budzi w nas poczucie beznadziejności, bezradności. Z jednej strony milczymy bo boimy się, iż partner nas nie zaakceptuje a z drugiej, wolimy odejść niż porozmawiać. A przecież, rozmawianie o swoich fantazjach, o tym co nam się podoba to nie egoizm, to coś co może uratować nasze życie erotyczne a co za tym idzie często nasz związek. Gdyż, nie ma co ukrywać – nieudane życie erotyczne jest jednym z najważniejszych powodów, dla których pojawiają się zdrady czy rozstania. Ponadto, może zdarzyć się tez i tak, że mimo idealnego dopasowania charakterów, kobieta i mężczyzna mają zupełnie inne oczekiwania co do seksu. Ona może lubić delikatny seks, z długą grą wstępną a on spontaniczny, szybki i wyuzdany seks na kuchennym stole. Można się założyć o najwyższą wygraną w totka, że jeśli para ta nie porozmawia ze sobą, to z takiego związku może wyjść jedynie tragedia. Oczywiście nie chodzi tutaj o to, by „z grubej rury” przy romantycznej kolacji powiedzieć do partnera „Słuchaj kochanie, chciałabym zobaczyć jak się masturbujesz”. Efekt takiego komunikatu może być różny, ale raczej jest pewne, że partner zakrztusi się herbatą i będzie potrzebna pomoc, niekoniecznie seksownej pielęgniarki. Lepiej jest, kiedy kobieta czule, w czasie gry wstępnej, dotykając jego klejnotów, wyszepcze kochankowi „podnieca mnie myśl o tym, że będę mogła popatrzeć jak dogadzasz swojemu przyjacielowi” – wskazując delikatnie o jakiego przyjaciela chodzi. Gwarantowane, że nasz kochanek nie tylko prawie na tych miast, będzie gotowy na igraszki ale i z przyjemnością spełni naszą fantazję. Porównywalnie, jeśli np. lubimy seks przy świetle a nasza ukochana woli po ciemku. Możesz wtedy zorganizować romantyczny Walentynkowy wieczór przy blasku świec. Zapewniam, że im przyjemniejsza będzie atmosfera, tym pewniejsze jest, że ona nawet nie zauważy, że w pokoju nie panuje egipska ciemność. Ważne jest, aby o seksie rozmawiać z subtelnością wybierając do tego odpowiedni moment. I równą subtelnością i wyczuciem odpowiedniego momentu, próbować rozwiązywać łóżkowe problemy. Bez wątpienia nie można tutaj brać pod uwagę jedynie swoich zachcianek. Seks jest dość intymną i delikatną sferą życia, która jak mało co, wymaga kompromisów i zrozumienia. Bowiem, może okazać się, że akceptacja seksu przy zgaszonym świetle to nic innego, jak brak akceptacji własnego ciała. Innym powodem, dla którego seks może stanowić problem to poczucie, iż nie jest się w tym dobrym. Tak naprawdę, nikt chyba nie może być tego tak do końca pewien ale nie o to tu chodzi. Przede wszystkim, chodzi o pewność, iż jesteśmy z kimś kto akceptuje nas w 100%, iż jesteśmy z kimś, kto zna nasze potrzeby i chce je spełnić lub też jego i nasze potrzeby pokrywają się. I znów kłania się rozmowa. Tak, ona jest ważna, nawet przy tzw. „przygodach” – no chyba, że nie chodzi nam o to by czuć przyjemność ale być po prostu zwierzęco zaspokojonym. I może nie ma i w takim zachowaniu nic złego, o ile nie jest to notoryczne zachowanie. Generalnie, opisujemy tutaj raczej nasze upodobania. Jednak pewien odsetek, szczególnie młodych osób, czuje nie tyle wstyd co strach przed seksem a dokładnie przed kompromitacją, że za szybko skończy, że nie będzie orgazmu czy też, że nie będzie się w stanie gotowości w odpowiednim momencie. Tutaj sprawa jest w miarę prosta: po pierwsze, należy poznawać swoje ciało i jego reakcję na pieszczoty – tak, mam na myśli autoerotyzm. O ile nie zastępuje on nam tradycyjnego seksu, o ile to nie jest jedyny sposób na osiągnięcie spełnienia – nie ma nic złego w tym, że się masturbujemy. I powie wam to chyba każdy seksuolog. A tak na marginesie drogie panie, jeśli mężczyzna idzie z wami do łóżka, jest wielce prawdopodobne, że uważa was za nieziemsko seksowne kobiety, nie zauważając tych wałeczków po bokach. Druga sprawa to, tak zwane wspomagacze, które można kupić w naszym sklepie internetowym. Obecnie chyba nie ma takiej rzeczy, która nie pomogłaby komukolwiek w rozwiązaniu problemów erotycznych – można kupić wibratory, krople pobudzające pożądanie, afrodyzjaki, pompki czy inne urządzenia wspomagające wzwód. Nie bójmy się siebie, swoich pragnień czy pragnień swojego partnera. I nie chodzi tu o to, by w ogóle się nie wstydzić, wstyd jest nam potrzebny – chociażby po to, aby roztoczyć wokół nas otoczę tajemniczości, która także bywa bardzo seksowna i może być niezłym sposobem na grę wstępną. A później, potniej to możemy się rumienić ale z innego powodu ;) .
| Statystyka: |
 |
| Czytano:522 |
|